Jestem w związku od 9 lat, 5 lat po ślubie, mamy 5-letnia córkę. Od jakiegoś czasu wali mi się świat na głowę. W zeszłym roku złapałam mojego męża na wymianie zdjęć pornograficznych z koleżanką przez komórkę i internet - tłumaczył się, że to taka fantazja. Wybaczyłam, ale w lutym oznajmił mi, że mnie nie kocha, że
48 odp. Strona 1 z 3 Odsłon wątku: 69250 24 maja 2012 10:25 | ID: 786855 Jesteśmy małżeństwem 6 lat, mamy dwoje małych dzieci. Od długiego czasu żyjemy raczej jak kolega/koleżanka i jak rodzice, czasami jako partnerzy w pracy. Jednak jako mąż i żona nie funkcjonujemy. Przez ostatnie pół roku starałam się jak mogłam aby między nami się poprawiło, na marne. Zdałam sobie sprawę, ze dla Męża jestem niewidzialna, jestem mu obojętna. Wczoraj gdy zapytałam co do mnie czuje...nie umiał nic powiedzieć. Gdy zapytałam czy jest ze mną przez dzieci powiedział, że one wiele zmieniają. Czyli, że gdyby nie dzieci to zapewne nie byłoby sensu dalej w tym trwać. Jak mam żyć z kimś kto mnie nie kocha, ma mnie w nosie i dla kogo jestem obojęta? Jak mam na codzień z nim funkcjonować pod jedynm dachem? Jak mam walczyć? Czy jest sens? Od pół roku nigdy mnie nie przytulił...nie pyta jak się czuję, nic! 1 magdax78 Zarejestrowany: 28-04-2011 14:46. Posty: 1137 24 maja 2012 10:31 | ID: 786857 W ktoryms momencie pojawil sie problem...musisz lub jesli jest szansa musicie wspolnie sie cofnac w przeszlosc i znalezc ten moment od kiedy zaczelo byc zle...znalezc przyczyny. Tobie zalezy na mezu i pewnie jemu jeszcze w jakims stopniu na waszej rodzinie takze....wiec jakas szansa jest. Mozecie udac sie do dobrego psychologa specjalizujacego sie w problemach rodzinnych ale nie oczekujcie cudów ...sami musicie wlozyc w ratowanie zwiazku mase pracy a taka osoba postronna moze Was jedynie dobrze nakierowac. Nie ma sensu tkwic w takim zwiazku na sile i ze wzgl na dzieci. dzieci widza co sie dzieje , nie sa slepe , wiedza ze miedzy tata i mama nie jest dobrze. Jesli nie ma ratunku dla waszego zwiazku to ja optowalabym najpierw za separacja...tak jest zdrowiej dla wszystkich. Ale poki co walczcie! Moze nie jest jeszcze za pozno skoro maz nie umial okreslic swoich uczuc do Ciebie...tzn ze nie jestes mu obojetna i przezywa to co sie miedzy wami dzieje i stara sobie to jakos poukladac... tylko szczera rozmowa i otwartosc was ratuja lub daja szanse na jakis dialog... 2Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 10:40 | ID: 786863 Mam wrażenie, że jego uczucia do mnie to taka karuzela od obojętności po sympatię. Zawsze zwraca się do mnie miło, kotuś, kotek tak jakby z automatu. Mało tego, on uważa ze to zawsze ze mną jest problem, że szukam drugiego dna we wszystkim. Dziwi mnie natomiast fakt, że przez ostatnie pół roku nie potrzebował zbliżenia, nawet przytulenia, nie ma czułości między nami. Mało tego, jestem na 99% pewna, że mnie nie zdradził. Czy jest możliwe aby kłopoty jakie mamy finansowe aż tak go pochłonęły? 3 magdax78 Zarejestrowany: 28-04-2011 14:46. Posty: 1137 24 maja 2012 10:44 | ID: 786866 problemy finansowe sa przyczyna rozpadu wielu zwiazkow obok zdrady. Pewnie maz zyje w wielkim stresie...musicie porozmawiac i moze na poczatek jakos ( jesli sie da) uporac sie w tymi problemami finasowymi lub chociaz je ograniczyc... 4Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 11:21 | ID: 786880 Kłopoty finansowe dotyczą nas oboje bo wspólnie prowadzimy firmę. Mi natomiast zależało do tej pory aby za wszelką cenę mu pomagać, aby nie był z tym sam. Gdy wracał do domu, zawsze było ugotowane, posprzątane, rodzinka w dobrych humorach. Chciałam aby miał w domu azyl od tego wszystkiego. Sama też to bardzo przeżywam ale staram sie aby to nie zasłoniło nam resztki normalnego Życia. Jestem w stanie na prawdę wiele znięśc. Mój mąż nigdy nie zauważał tego co dobre, uważał to za coś co mu sie należy z racji bycia "panem domu" ale za to dostrzegał natychmiast to co złe. A ja zawsze bardzo się kontrolowałam aby go nie zdenerwować. Czasami jednak wybuchałam, a dokładniej mówiłam, ze to czy tamto mnie boli. On sugerował i chyba nawet mówił, że ma tyle na głowie, ze nowych kłopotów nie potrzebuje. Gdy pojawiał się problem ja stawałam się dla niego niewidzialna. Zawsze starałam się być u jego boku wsparciem, on uważa mnie za wroga bo nie zawsze godzę się z jego zdaniem. Gdy mu przyklaskuję wtedy jest dobrze. Tylko, te długi teraz mamy przez jego samodzielne decyzje i boję się kolejnych stąd moje obawy i stawianie mu oporu. 5Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 11:41 | ID: 786890 A może tu działa zadziała ta metoda, że faceci wolą zołzy? 24 maja 2012 12:06 | ID: 786902 Coś się pewnie dzieje z nim. Może ma problem z potencją? 7 nataliawojtek Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 25-03-2011 21:18. Posty: 415 24 maja 2012 12:15 | ID: 786911 Czy jesteś pewna, że mąż cię nie kocha? Może po prostu ma problemy z okazywaniem uczuć. Kilka razy czułam się tak jak ty. Mój mąż to straszny pracuś, i czasami czułam się jakbym była na drugim miejscu. Nam pomaga długa rozmowa. Jak się zawsze okazuje- mąż sprawiał mi przykrość nieświadomie, nie zdawał sobie sprawy że potrzebują więcej uwagi i czułości. Czasami facetowi trzeba powiedzieć prosto z mostu o co chodzi. 8 magdax78 Zarejestrowany: 28-04-2011 14:46. Posty: 1137 24 maja 2012 12:17 | ID: 786914 wiesz co moze to okrutne co napisze ale jesli maz jest troche nieodpowiedzialny w sprawach finansowych to proponuje przynajmniej separacje... 9 nataliawojtek Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 25-03-2011 21:18. Posty: 415 24 maja 2012 12:20 | ID: 786920 magdax78 (2012-05-24 12:17:56)wiesz co moze to okrutne co napisze ale jesli maz jest troche nieodpowiedzialny w sprawach finansowych to proponuje przynajmniej separacje... Podobno pieniądze szczęścia nie dają, ale nieszczęścia są zawsze przez nie.... 10Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 12:20 | ID: 786921 Natalio bo widzisz mi się w głowie nie mieści jak można sie tak zachowywac w stosunku do osoby którą się kocha. Dla mnie w pojęciu miłości pewnie zachowania sie nie mieszczą. Jak się kogoś kocha to ta uwaga czy potrzeba bliskości jest jakby automatyczna. Może się mylę, może wymagama zbyt wiele, może w ogóle go nie rozumiem i chcąć być żoną doskonałą sama się pogrążam widząc że na niego to nie robi wrażenia. Może faktycznie mnie kocha ale skoro widzi moją minę i nastrój cierpiętnicy od 2 tygodni to może wątpi czy to miłość...? Czy mam zapomieć to co mnie tak boli, udawać , że nic się nie stało i zacząć na nowo, inaczej? Wiem, ze on woli przeczekać aby po chwili zupełnie normalnie żyć. 24 maja 2012 12:29 | ID: 786926 A dlaczego Ty go tak tłumaczysz? I z tego co czytam, to winy doszukujesz prawie wyłącznie w sobie. Szczerze współczuję Ci takiej sytuacji. Myślę, że tylko szczera rozmowa naprowadzi Was na właściwą drogę. 12 nataliawojtek Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 25-03-2011 21:18. Posty: 415 24 maja 2012 12:29 | ID: 786928 Anonim (smutna) (autor wątku) (2012-05-24 12:20:46) Natalio bo widzisz mi się w głowie nie mieści jak można sie tak zachowywac w stosunku do osoby którą się kocha. Dla mnie w pojęciu miłości pewnie zachowania sie nie mieszczą. Jak się kogoś kocha to ta uwaga czy potrzeba bliskości jest jakby automatyczna. Może się mylę, może wymagama zbyt wiele, może w ogóle go nie rozumiem i chcąć być żoną doskonałą sama się pogrążam widząc że na niego to nie robi wrażenia. Może faktycznie mnie kocha ale skoro widzi moją minę i nastrój cierpiętnicy od 2 tygodni to może wątpi czy to miłość...? Czy mam zapomieć to co mnie tak boli, udawać , że nic się nie stało i zacząć na nowo, inaczej? Wiem, ze on woli przeczekać aby po chwili zupełnie normalnie żyć. Jeżeli odpuścisz to będzie wiedział, że może cię tak traktować bo nic z tym nie robisz....więc to chyba nie jest wyjście. Ja myślę tak samo jak Ty- ,,jak można się tak zachowywać w stosunku do osoby którą się kocha,,.Trudno to ogarnąć. Ale chyba każdy związek przechodzi kryzysy i nie ma na to mądrych. Pamiętam jak ostatnio rozmawiałam z koleżanką i ona mówiła że jej siostra w ciąży dwa razy wyprowadzała się od męża a teraz są małżeństwem idealnym. Musisz zadać sobie pytanie czy chcesz walczyć o wasz związek. I wierzyć że przyjdzie lepszy czas. Osobiście, ja uważam że czasami zbyt wiele wymagam od męża. I gdy przychodzi chwila wątpliwości i rozmyślania ,, a dlaczego on mi kwiatów już tak dawno nie przyniósł,, i tym podobne to staram się odpuścić...nie warto się nakręcać.... 13Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 12:44 | ID: 786933 Oczywiście, ze chcę z nim być. Jest Moim Mężem i go kocham. Jeżeli to kryzys to jak postępować? Czy wbrew sobie żyć dalej z raną w sercu? Próbowałam z Nim pogadać kilka razy, emocjonalnie jestem tak zduszona, ze nie byłam w stanie wydusic słowa, wpadłam w spazmatyczny płac. Nie wiem dlaczego, nie umiem się w żaden sposób obronić. Aniu owszem widzę winę w so bie bo wiem, że muszę odszukać spośób aby swoim zachowaniem/postępowaniem doprowadzić do tego aby było dobrze. Nie mogę go zmuszać ani nękac rozmowami bo wiem, że to działa odwrotnie. Wygląda to tak jakby tylko mi zależało. A mozliwe, ze jemu tak wygodnie? 14Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 12:48 | ID: 786935 A może po prostu na bieżąco będę wymagać, zawsze mówić wprost co czuję, nie obrażać się i nie wpadać w tygodniowe milczenie tylko kawę na ławę i krótka piłka. Chyba złudnie myśle, że on się domyśli... 24 maja 2012 12:51 | ID: 786936 Anonim (smutna) (autor wątku) (2012-05-24 12:44:34) Oczywiście, ze chcę z nim być. Jest Moim Mężem i go kocham. Jeżeli to kryzys to jak postępować? Czy wbrew sobie żyć dalej z raną w sercu? Próbowałam z Nim pogadać kilka razy, emocjonalnie jestem tak zduszona, ze nie byłam w stanie wydusic słowa, wpadłam w spazmatyczny płac. Nie wiem dlaczego, nie umiem się w żaden sposób obronić. Aniu owszem widzę winę w so bie bo wiem, że muszę odszukać spośób aby swoim zachowaniem/postępowaniem doprowadzić do tego aby było dobrze. Nie mogę go zmuszać ani nękac rozmowami bo wiem, że to działa odwrotnie. Wygląda to tak jakby tylko mi zależało. A mozliwe, ze jemu tak wygodnie? to nie tkwij w tym marazmie Zrób się na bóstwo i zabaw się Tyle to ci chyba wolno Jak nie rozmowa to co???? Zobaczysz czy mu jeszcze na tobie zależy .... 16Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 12:53 | ID: 786939 Zapomiałam dodać, że jestem w 6 miesiącu ciąży :) Na bóstwo się raczej nie zrobię, nie zaszaleję i myślę, że po częście stałam się mniej atrakcyjna dla niego. Ale tą zjest mi ze wszystkimi obowiązkami dwa razy trudniej. 17 nataliawojtek Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 25-03-2011 21:18. Posty: 415 24 maja 2012 13:07 | ID: 786944 Anonim (smutna) (autor wątku) (2012-05-24 12:48:35)A może po prostu na bieżąco będę wymagać, zawsze mówić wprost co czuję, nie obrażać się i nie wpadać w tygodniowe milczenie tylko kawę na ławę i krótka piłka. Chyba złudnie myśle, że on się domyśli... To jest najlepsze rozwiązanie... 18Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 13:27 | ID: 786951 Mam jescze siłę na tą walke tylko nie wiem co robic teraz. Po prawie 2 tuygodniach milczenia, płaczów w poduszke itd. mam nagle jakby nigdy nic żyć dalej? Pomyśli - wariatka. Czy po prostu mu oznajmić, ze nie mam zamiaru roztrząsać tego co było i co? 19 magdax78 Zarejestrowany: 28-04-2011 14:46. Posty: 1137 24 maja 2012 13:31 | ID: 786952 jest miedzy Wami beznadziejnie i ... postaraliscie sie o kolejne dziecko?? dobrze konkluduje? ;( 20 Dunia Poziom: Szkolniak Zarejestrowany: 10-03-2011 17:24. Posty: 18894 24 maja 2012 13:59 | ID: 786962 Niewątpliwie jest to trudna sytuacja, a nawet bardzo trudna. Przeżyłam też takie okresy i nawet gorsze. I śmiem twierdzić, ze wiele z nas przez to przeszło, przechodzi albo będzie przechodzić. Cóż mogę radzić? Porozmawiać z mężem szczerze. Jeśli jest to oczywiście możliwe. Bo nie zawsze tak bywa. Obwiniasz siebie kochana, ale może coś w tym jest. Może ponad wszystko kochasz dzieci i tylko je widzisz. Mężowie są bardzo uczuleni na przejawy miłości. I każde spojrzenie lub jego brak biorą do siebie. I są bardzo zazdrośni o dzieci. Jeżeli tego nie mówią teraz , to powiedzą wtedy gdy dzieci wyjdą z domu. Bo mężowie to jak kolejne dzieci. Tak samo trzeba ich traktować. A jeszcze może bardziej hołubić i ciągle zapewniać, że są najlepsi. I jeszcze musimy uważać aby nie przekroczyć granicy, bo wpędzimy ich w narcyzm. A może nie powinniście razem pracować? Ja w pewnym momencie odpuściłam sobie pracę razem z mężem. Bo było to jedno wielkie nieporozumienie. Lepiej spotykać się z mężem w domu po pracy. A może potrzebny Wam i dzieciom wspólny wyjazd, póki nowe jeszcze się nie urodziło? Spróbujcie wyjechać , tam gdzie mąż bardzo chciałby i tam porozmawiajcie. Odwagi i powodzenia.
Zwłaszcza, że dzieci kocha się tak łatwo (przynajmniej tak nam się wmawia). I co? I ona nie umie. Choć inni mówią jej, że nie chce, nie stara się. A ja jestem świadkiem jej starania. Bardzo chce, ale nie czuje nic. Depresja poporodowa – diagnoza pada szybko. Oczywista przecież. Jak matka nie kocha dziecka, to ma depresję.
fot. Adobe Stock, Valerii Honcharuk Trudno mi żyć ze świadomością, że to przeze mnie mój syn jest taki, jaki jest. Chciałabym umyć ręce, zasłonić się powiedzeniem, że każdy człowiek jest kowalem własnego losu. Każdy sam podejmuje decyzję, zwłaszcza gdy jest już dorosły. Niby czemu to ma być moja wina? Bo go urodziłam i wychowałam? Przecież się starałam, jak umiałam! Pewnie, tak najłatwiej, zrzucić winę na rodziców, a w tym przypadku na samotną matkę, że brakowało męskiej ręki, więc… Więc co? W jaki sposób miałam to przewidzieć? Nigdy nie rozrabiał, nigdy się z nikim nie bił, był cichy i grzeczny. Raczej samotnik niż dusza towarzystwa. Miał co jeść, gdzie spać, brudny ani goły nie chodził. Jak były pieniądze, kupowałam mu modniejsze ubrania, lepsze buty czy gadżety, jakie lubią chłopcy. A że rzadko o coś prosił, o cokolwiek, to już inna sprawa… I nagle opada mnie poczucie winy i przykrywa jak ciężki, bury koc. Oblepia i pęta. Bo czuję – głęboko w moim zlodowaciałym sercu, gdzieś tam na dnie, gdzie jeszcze tli się jakaś iskra – że można było tego uniknąć. Bo tak, to ja go urodziłam i wychowałam, i czy mi się to podoba, czy nie, to było najważniejsze w moim życiu zadanie: wziąć odpowiedzialność za istnienie, które sprowadziłam na świat. Za jego szczęście, za jego przyszłość, za jego zdrowie, nie tylko fizyczne. Po paru rozmowach, niełatwych, z panią psycholog, już wiem, że dzieciństwo, zwłaszcza pierwsze lata, ma fundamentalny wpływ na nasze późniejsze dorosłe życie. A ja, jak bezduszna kopiarka, powieliłam z synem schemat mojego własnego dzieciństwa… Wychowywała mnie babcia, bo ojciec nieznany, a niezamężna matka wyjechała za granicę. Niby żeby zarobić lepsze pieniądze, ale podejrzewam, że zwyczajnie uciekła od macierzyństwa, gdy tylko mogła. Podejrzewam też, że rodząc mnie, zamiast usunąć, zrobiła to, co kazała jej moja babcia, zagorzała katoliczka, ale potem miała dość płacenia za swój „wielki grzech i życiowy błąd” swoją wolnością i młodością, więc uciekła, daleko, bo aż do Hiszpanii. Tylko pozdrowienia, pocztówki, prezenty i kasę Tak wypełniała swój obowiązek. Który ustał, gdy skończyłam osiemnastkę. Babcia zaś niosła swój krzyż, jak nazywała opieką nad wnuczką-bękartem. Nie mogłam narzekać na głód i chłód, chyba że emocjonalny. Miałam to, co można kupić za pieniądze, ale o miłości nie miałam pojęcia. Wyprowadziłam się od babci, gdy tylko byłam w stanie sama się utrzymać, a ona nie protestowała. Ledwo zamknęły się za mną drzwi, zapomniała o mnie, tak jak się zapomina o odfajkowanym zadaniu domowym. Ponoć takie osoby jak ja nie zakochują się nigdy albo zakochują się na zabój, obsesyjnie. Ja zakochałam się w Gerardzie, bo był sporo starszy i widziałam w nim ojca, którego nigdy nie miałam. To on usilnie namawiał mnie na dziecko. Bał się, że jak będziemy zwlekać, przylgnie do niego łatka „dziadunia z wózkiem”. Ja za to wcale nie czułam potrzeby rozmnażania się. Nie wzruszały mnie urocze zdjęcia dzieci ani bobasy na żywo, które darły się w wózkach albo na rękach, w sklepach i pociągach, za ścianą u sąsiadów albo na placu zabaw pod blokiem. Odstraszało mnie od macierzyństwa chodzenie w ciąży przez blisko rok i widmo wielogodzinnego porodu. Nie widziałam w tym nic doniosłego ani cudownego. Karmienie piersią nie miało w sobie cienia magii i wydawało mi się zwyczajnie obrzydliwe. Chyba tę antypostawę wyssałam z mlekiem matki. A jednak Gerard dostał fioła na punkcie powielenia swoich genów i w końcu dałam się namówić, wszak to on w dużej mierze mnie utrzymywał. Rzeczywistość go przerosła, więc po prostu uciekł Jakoś przecierpiałam fakt, że przez pół roku wymiotowałam dzień w dzień. Potem te wszystkie kopniaki od środka, parcie na pęcherz, który wypełniał się co dwie minuty, zawroty głowy w połowie dnia… No i poród. Nic nie było mnie w stanie przygotować na to, co się wydarzyło. Rzeźnia, takie określenie przychodziło mi do głowy. Kiedy tylko Gerard odebrał mnie z synem ze szpitala, na dzień dobry powiedziałam mu: – Nigdy więcej, zapomnij. Dostawałam dreszczy na samą myśl o kolejnej ciąży. Zresztą potem nie było lepiej ani łatwiej. Przeciwnie. W nocy tuż po wypisie dostałam zapalenia piersi. Gorączka sięgała prawie czterdziestu stopni, ja majaczyłam, a Gerard patrzył na mnie i Konrada, jakby nie rozumiał, co tu się dzieje, i w niczym nie pomagał. Wyprowadził się do drugiego pokoju i spał na kanapie, bo dziecko przeszkadzało mu w odpoczynku. A ja musiałam robić wszystko sama. Z gorączką czy bez. Miesiąc później, gdy wróciłam z zakupów, zastałam go, jak pakował rzeczy w dwie duże torby. Upychał je w pośpiechu, jakby bał się, że coś zrobię, powstrzymam go. A ja stałam z dzieckiem na ręku, z zakupami w koszyku, i tylko patrzyłam. – Wyprowadzam się. To nie dla mnie. Dziecko, te sprawy… – powiedział Gerard, unikając mojego wzroku. – Nie dla ciebie? Nie dla ciebie?! Przypominam, że to ty chciałeś dziecka, więc teraz proszę, weź je i wychowuj! – wyciągnęłam Konrada przed siebie. – Nie bądź śmieszna, to kobiety zajmują się dziećmi – skrzywił się. Najpierw wyprowadził się do swojej matki, a potem całkiem zniknął – jak mój ojciec, którego nigdy nie poznałam. Ewakuował się za granicę jak moja matka. Tyle że on nawet pocztówek nie przysyłał, więc nie dało się go znaleźć. To nie były czasy internetu, w którym namierzysz niemal każdego. I zostałam sama. Jak tysiące innych kobiet Jak moja matka i babka, przeklęta powtórka z historii zataczającej krąg. Nikt mi nie współczuł. Nie miałam do kogo zwrócić się o pomoc, nawet gdyby duma mi na to pozwoliła. Babcia nie żyła, matka miała nową rodzinę i nowe dzieci, o mnie, dorosłej, dawno zapomniała. A matka Gerarda była stara i zgorzkniała. Musiałam sobie radzić sama, i radziłam. Wyprowadziłam się z mieszkania, za które płacił Gerard, bo nie było mnie na nie stać, i wynajęłam kawalerkę. Złożyłam dokumenty do sądu o rozwód i alimenty, z których nigdy nie zobaczyłam grosza, bo nie można było Gerarda namierzyć. Pracowałam na półtora etatu. Dziecko było w żłobku, a potem w przedszkolu. Właściwie byłam dla niego obcą osobą. Widziałam go dwie, trzy godziny popołudniami i godzinkę rano. Nie każda kobieta ma instynkt macierzyński, gdyby tak było, skąd by się brały te wszystkie wyrodne matki i zaniedbywane, porzucane, katowane dzieci. Ale może da się rozbudzić w sobie miłość do własnego dziecka, ocieplić letnie uczucia? Może były chwile, jak mgnienie oka, gdy coś we mnie drgnęło, zatrzepotało, poruszone dziecięcą bezradnością i ufnością, i gdybym to coś pielęgnowała, chroniła… wykiełkowałoby, urosło w siłę…? Ale byłam zbyt zmęczona i zbyt zajęta walką z codziennością, żeby jeszcze doszukiwać się i doglądać głębszych uczuć dla istoty, którą urodziłam właściwie wbrew swojej woli. To Gerard chciał dziecka, nie ja. To on miał się nim zajmować, a nie zrzucić na mnie wszystkie obowiązki i uciec. Czułam się oszukana, wykorzystana i zdradzona. Czy to tłumaczy, czemu nie umiałam wykrzesać z siebie czułości, wyrozumiałości, czegoś sięgającego dalej i szerzej niż obowiązek? Czy dzisiaj inaczej bym do tego podeszła? Czasy są inne, świadomość większa, wtedy nikt nie myślał o psychologach, terapiach, depresjach, a dziś są szkoły kompetencji dla rodziców. Nie wiem… Czy szukałabym pomocy psychologa do dziecka, które było grzeczne, posłuszne i ciche? Nie potrafiłam dać mu miłości Konrad nie zadawał pytań, nie przeszkadzał mi, żył na uboczu mojej uwagi, między domem a przedszkolem, a później szkolną świetlicą. Zawsze był zadbany – tak jak ja kiedyś – zawsze miał co jeść, w co się ubrać, miał podręczniki i zeszyty do szkoły, potem miał też komórkę i komputer. Ale nie przytulał się ani nie dopominał o czułości. Ja ich nie oferowałam, a on ich ode mnie nie oczekiwał. Może taką oschłością i dystansem nieświadomie karałam go za to, jak potoczyło się moje życie, bo gdyby nie on, na pewno potoczyłoby się zupełnie inaczej, lepiej. A może po prostu nie nadawałam się na matkę, co podejrzewałam od zawsze, dlatego nie chciałam mieć dzieci. Dziewczynka, która nigdy nie czuła się kochana, nie wyrośnie na kobietę, która da miłość swojemu dziecku. Czasem siadałam przy nim, gdy leżał już w łóżku, patrzyłam na niego i czekałam, aż pojawi się we mnie ten opiewany przez inne matki instynkt macierzyński. Wyciągałam rękę i… po chwili cofałam ją, gdy widziałam, jak Konrad zamiera, wstrzymuje oddech. On też czekał, udając, że śpi. Ale na co? Aż go pogłaszczę? Czy sobie pójdę? Zawsze wychodziłam. Nie miałam z Konradem wspaniałej więzi, o jakiej mówią filmy i książki. Choć od kiedy się wyprowadził, zaraz po maturze, na studia, co jakiś czas wpadał w weekend na obiad. Pewnego razu zjawił się z Aliną, o której mówił „moja przyszła żona”, i odtąd przyjeżdżali razem. Na święta, w moje urodziny. Nasze relacje ciut się ociepliły – głównie za sprawą Aliny, która była bardzo otwartą i przyjazną osobą – ale o serdeczności nie było w nich mowy. Coś jednak drgnęło, gdy spadł mi z barków ciężar zajmowania się dzieckiem. Przymus nie ułatwia żadnej relacji. Kiedy po studiach Konrad znalazł pracę i zaczął sam na siebie zarabiać, odpadły mi też koszty jego utrzymania. Zapytała, czy kiedyś chciałby mieć z nią dziecko To była duża ulga, ale nie umiałam nie żałować lat, które straciłam, pracując ponad miarę, i zdrowia, które zaczynało przez to szwankować. Starałam się z tym pogodzić i nauczyć się żyć życiem, które przypadło mi w udziale. Może kiedyś i z Konradem znajdziemy do siebie drogę… Alina zadzwoniła w środku nocy. Taki telefon zawsze źle wróży. Nie sądziłam jednak, że może być aż tak źle. – Myślę, że powinna pani wiedzieć… Konrada zabrała policja. Próbował mnie zabić, udusić… Jestem w szpitalu… – szeptała z trudem. Najpierw pojechałam do niej. Miała na szyi siniaki w kształcie palców. Wyglądała strasznie i była przerażona całą sytuacją. Ledwie mówiła, często musiała popijać małe łyki wody, bo krtań odmawiała jej posłuszeństwa. Podobno Konrad wpadł w szał, gdy wspomniała o dziecku. Nie, żeby już była w ciąży lub chciała w nią zajść jutro, ale w perspektywie kilku lat chciała wiedzieć, na czym stoi. Nie spodziewała się absolutnie, że mój spokojny, małomówny syn wstanie z sofy i zaciśnie dłonie na jej szyi, krzycząc, że nigdy nie da zmarnować życia kolejnemu dziecku. Że prędzej ją zabije, niż pozwoli na coś takiego. Coś w niego wstąpiło Kiedy odwiedziłam Konrada w areszcie, nawet na mnie nie spojrzał, gdy powiedział: – Trzeba mnie było wyskrobać. Albo oddać do bidula. Lepszy brak matki w ogóle, niż taka jak ty. A gdy zaczął wreszcie mówić, nie mógł przestać i wylewał na mnie fale żalu, gniewu, goryczy. Słuchałam, jak to czuł się niepotrzebny, gorzej jak kłoda, którą ktoś rzucił mi pod nogi… – Ja w ogóle nie umiem kochać, choć Alinie często mówiłem, że ją kocham. Lubiłem chyba samo brzmienie tych słów. Nie wiem, czy umiem czuć cokolwiek, coś dobrego. Bo wściekłość świetnie mi wychodzi, jak się okazało. Gratuluję, kochana mamusiu, wychowałaś socjopatę. Czemu zaatakował swoją narzeczoną, jedyną naprawdę bliską mu osobę? Kiedy ktoś taki jak on, taka kaleka emocjonalna, usłyszał, że miałby dać życie dziecku… Coś w niego wstąpiło. Nie miał pojęcia, dlaczego dusił Alinę. Przecież nie chciał zrobić jej krzywdy, nigdy. Ocknął się w porę. Ona uciekła do sąsiadów, którzy wezwali policję, a on czekał, aż po niego przyjdą. – To twoja wina, mamo. Moja? Może ma rację, moja. Nigdy nie okazałam mu miłości. Nie nauczyłam go, jak kochać. Nigdy nie poczuł, że jest dla mnie kimś ważnym i niezastąpionym. Traktowałam go jak mebel. Wyszłam stamtąd, płacząc. Pierwszy raz od bardzo dawna płakałam. We mnie też pękła jakaś tama i szlochałam bez końca. Sam fakt, że mój syn tak sądził, obwiniał mnie. Uczucia są subiektywne. Skoro dorosłe dziecko mówi, że byłam fatalnym rodzicem, a innego nie miał, jeśli czyni mnie współwinną przestępstwa usiłowania zabójstwa, trudno pozostać obojętną. To małe dziewczęce serduszko, które stwardniało w dzieciństwie, a do reszty skamieniało w dniu, kiedy mój były mąż wyprowadził się z domu i zostawił mnie ze wszystkim samą. Wtedy przestałam płakać. Ja też byłam od tamtej pory emocjonalną kaleką. Serce pękło mi na milion kawałków Czy to mnie tłumaczy? Byłam młoda, potwornie zraniona, ale dorosła, zaś Konrad był bezbronnym dzieckiem. Powinnam opiekować się nim jak najlepiej, kochać niezależnie od wszystkiego, bez żadnego „ale”, nieważne, jakie sama miałam dzieciństwo i jak zachowywał się jego ojciec. Nie podołałam temu wyzwaniu. Oczywiście, miłości nie da się wymusić, nawet do własnego dziecka. Ale to tak nienaturalne, że dziś, z obecną wiedzą, poszukałabym pomocy… Wtedy? Nikt się nie interesował, póki dzieciak nie miał widocznych siniaków. Mój syn nie miał. Problem polegał na tym, że nie miał też w pamięci śladów po uściskach, pieszczotach, pocałunkach. W jego głowie nie rozbrzmiewały słowa miłości. Czuł się jak rzecz, niechciany prezent od krewnych, którego nie wypada się pozbyć. Mój syn czeka na proces w areszcie. Z Aliną jestem w stałym kontakcie. Wiem, że jej związek z moim synem należy do przeszłości, dziewczyna nigdy więcej mu nie zaufa, nie po tym, co zrobił. Wcale mnie to nie dziwi. Chcę jednak pomóc jej na miarę moich możliwości. Chcę choć w części odpokutować za straszny czyn mojego syna, za który czuję się odpowiedzialna. Wiem, że nie nadrobię straconego czasu, ale może w jakiś sposób zbuduję na nowo relację z dorosłym człowiekiem, którego właściwie nie znam. Może nie nadrobimy minionych lat, ale zyskamy kolejne. Chciałabym, synu, bardzo bym chciała. Synku… Czytaj także:„Wujek z ciotką żądają pieniędzy ze spadku, choć dziadek dawno ich spłacił. Nie zobaczą złotówki, bo reszta jest moja”„Byłam pewna, że nad moim uczniem znęca się ojciec - zimny biznesmen. Prawda okazała się jeszcze bardziej szokująca”„Mój mąż nie chciał iść na pogrzeb własnego ojca. Nie wybaczył mu jego grzechów nawet po jego śmierci”
Pozostałe przyczyny zdrady związane są na ogół ze zmieniającą się dynamiką relacji, na którą partnerzy nie reagują odpowiednio. Z jednej strony oczekuje się tych samych fajerwerków, co na początku związku, zamiast zadbać o relację taką, jaka jest. Mąż może szukać nowości, zamiast pielęgnować więź i przełamać
Od 24 lat jestem mężatka, ale nie szczęśliwą. Nie wiem co mam ze sobą robić, jak się zachowywać, nie rozumiem mojego męża coraz bardziej - zawsze myślałam, że czym dłużej jesteśmy tym bardziej go znam, ale to nie prawda. Problem tkwi w tym, że ciągle jestem obarczana winą przez niego. Mamy 5 dzieci - wini mnie, że to z mojej winy jest ich tyle, że powinnnam się zabezpieczyć itp., że przez to musi sam pracować, a wie o tym, że jestem osobą chorą - mam dyskopatię, nerwobóle mięśni, doszła mi cukrzyca - twierdzi, że to lenistwo, bo nie chce mi się iść do pracy. Na domiar tego on krzykiem wszystko wymusza, nigdy mu się nic nie podoba - mam dość jego ciągłego krzyku na mnie i dzieci. Jestem szczęśliwa gdy go nie ma, gdy go nie słyszę. Nie mogę stawać w obronie dzieci nawet jeśli one mają rację, bo zaraz zaczyna krzyczeć, że mam iść do mamusi, że jestem niepotrzebna w tym domu, że nic nie robię tylko leżę itp., a to nie prawda - dzieci i on mają wszystko podane do ręki, ciągle słyszę podaj to, daj to, idź tam, a gdy chcę powiedzieć co mnie boli, że też bym chciała tak, jak oni mieć podane - nieraz zwykłe "dziękuję" by wystarczylo - to nie, bo ja zraz jestem problemowa, tylko bym krzyczała itp. Jemu wolno wszystko, a mi nic. Gdy dzieciom zwracam uwagę, że tak czy tak źle robią on mnie nie poprze - dzieci mogą chamsko się odzywać, przeklinać itp. - jemu to nie przeszkadza, a gdy go proszę aby choć raz potwierdził, że mam rację, że tak powinno być jak ja mówie to nie, ale gdy on wyje na nie to ja musze potwierdzac że tatuś ma rację. Szlag mnie trafia. Nie mam ochoty na nic, nie umiem się śmiać, cieszyć, jestem zrezygnowana, nienawidzę męża. Jego słowa mnie nieraz przygniatają, bolą tak mocno, że nie chce mi się żyć, że wolałabym umrzeć i być na tamtym świecie, aby nie słyszeć tego co potrafi powiedzieć. Nigdy nie słyszę słów, że mnie kocha, że potrzebuje itp. - ciągle zła, niedobra, do niczego, ale inne ładne, zgrabne, powabne, a ja to oziębła baba jestem - do niczego się nie nadaję, tylko na szrot. Ludzie mają go za wspaniałego człowieka - on potrafi się maskować, ma chyba 2 oblicza. Poznalam kogoś 2 lata temu. Ta osoba jest dobra dla mnie, miła itp., ale boję się, że z czasem będzie taki sam jak on, że to samo przechodzić będę. Wolę być sama z dziećmi, ale wiadomo - dzieci rosną, trójka jest pelnoletnia, mają swoje życie. Nie wiem jak mam dalej żyć, co mam robić. Proszę o pomoc, gdyż jestem bezsliną osobą - brak mi wiary w siebie, brak poczucia bezpieczeństwa. Nawet tej osobie, ktorą poznałam nie wierzę, gdyż jestem nieufna. Proszę o poradę. Z poważaniem, Serafina.
Posty: 10. Odp: Mój mąż rzadko się ze mną kocha! "Dlatego jeśli chcesz mieć orgazm z mężem, to (1) musisz sama siebie też dotykać i nie bać się tego (2) pilnować, abyś miała orgazm zanim on będzie miał orgazm." Czyli Twoim zdaniem kobieta jest po to żeby zaspokoić mężczyznę ale w drugą stronę to już nie?
Po co przyglądać się lękom?Zanim jednak do tego przejdziemy, dwa słowa wyjaśnienia, dlaczego pochylamy się nad tym się uznawać, że kobiety są bardziej emocjonalne niż mężczyźni. Jednak nie jest to pełna prawda. Mężczyźni odczuwają emocje równie silnie, co my. Są jednak zaprogramowani, aby inaczej działać pod ich wpływem. Ciekawostką jest to, że przeciętny mężczyzna odczuwa stres w obliczu emocji, które kobiecie sprawiają przyjemność. Kiedy natomiast chodzi o uczucia powiązane z czymś negatywnym, ten stres jest nieporównywalnie jako kobieta, odczuwasz potrzebę, aby mówić o emocjach, podczas go on potrzebuje coś z nimi mężczyzn raczej zamilknie i wycofa się, niż zachowa się w sposób, który w jego odczuciu mógłby Cię zranić lub sprawić Ci przykrość,Piszę o tym, aby pokazać Ci pewną prawidłowość. Jak łatwo oceniłam mojego męża przez pryzmat tego, jak ja zachowałabym się w opisanej na początku artykułu sytuacji. Ja bym rozmawiała dalej, gdyby ktoś wylał przede mną swoje emocje. On wolał zamilknąć, bo poczuł się przytłoczony. Obawiał się, że jeszcze bardziej mnie naukowe wyjaśnienie w 100% pokrywa się z naszym doświadczeniem. Po każdej takiej sytuacji mój mąż później mnie przepraszał za swoje milczenie i mówił, że było mu trudno cokolwiek powiedzieć, bo czuł, że mnie zawiódł, że sprawił mi przykrość. Nie chciał więcej tego robić, więc się jesteś taka sama, jak Twój mąż. Nie działasz, nie czujesz, nie myślisz tak samo, jak musisz poznawać jego jako mężczyznę. Jeśli zobaczysz, jakie lęki kryją się w jego sercu, lepiej zrozumiesz jego zachowanie. Będziesz miała dla niego więcej wyrozumiałości. Z większym entuzjazmem podejmiesz działania, które doprowadzą Was do bliskości i intymności. Będziesz mogła unikać tego, co pogłębia jego lęki, które najczęściej towarzyszą mężczyznomLęk przed odczuwa bezustanne przynaglenie do potwierdzania swojej wartości przez swoje działanie. Swoją tożsamość czerpie z tego, co osiągnie w życiu. Chce pokazać swoją siłę i chce zwyciężać, w różnorodny wciąż przyzywają go nowe wyzwania i działania. Chce mieć nowe osiągnięcia na koncie, bo dzięki temu czuje, że jest kij ma jednak dwa końce: każde wyzwanie wiąże się z możliwością porażki. Jakiekolwiek nowe działanie podejmuje, coś może mu się nie udać. Może nie sprostać temu, co przynosi życie. Lęk przed porażką towarzyszy mu więc mężczyzna często ponosił klęski w różnych dziedzinach życia, może wpaść w marazm. Obawa przed kolejną porażką może go zupełnie sparaliżować. Najtrudniej jest mu funkcjonować, jeśli najważniejsza osoba w jego życiu, jego żona, nie wierzy w możliwość jego zwycięstwa. Ma podcięte skrzydła i nie ma siły wznieść się na wyżyny swoich Lęk przed byciem z głównych potrzeb, które kierują męskim działaniem, jest chęć bycia potrzebnym. Mężczyzna marzy o tym, aby jego wkład i pomoc były niezbędne, aby mógł coś z siebie dać. Dlatego długo pracuje, stara się rozwiązywać Twoje problemy (chociaż Ty chcesz tylko, aby Cię wysłuchał), angażuje się w różne projekty na rzecz swoje zachowanie bezgłośnie zadaje Ci pytanie: Czy wciąż mnie potrzebujesz? Twoja odpowiedź decyduje o tym, jak będzie się czuł i co zrobi. Jeśli dasz mu odczuć, że jego wkład (w zajmowanie się dziećmi i domem, w finanse rodziny, w Twoje dobre samopoczucie itd.) jest przez Ciebie doceniony i zauważony, sprawiasz, że czuje się szanowany i Twoja odpowiedź na pytanie o jego użyteczność będzie negatywna, Twój mąż może przemienić się w pasywnego i smutnego człowieka. Lub znajdzie inne miejsce (poza małżeństwem i domem), w którym będzie czuł się zauważony i Lęk przed to obawa, która często nie jest zauważana przez tak samo mocno jak kobieta potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem. Ma jednak większą trudność z nazwaniem i wyrażeniem kobieta ma wokół siebie kilka osób, którym może zwierzyć się z ze swoich trudności życiowych. Dość łatwo nawiązuje kontakty z innymi. Jej mąż natomiast ma tylko jedną taką osobę: żonę. Większość mężczyzn nie opowiada o najgłębszych sprawach swojego serca nikomu innemu. Nawiązywanie bliskich relacji przychodzi im z wielkim doskwiera im lęk przed obojętnością lub niedostępnością (zarówno fizyczną, jak i emocjonalną) żony. Czują dyskomfort, kiedy ona poświęca zbyt dużą ilość czasu innym ludziom (np. dzieciom, przyjaciółkom, rodzicom) czy zadaniom (np. pracy zawodowej). Uwielbiają natomiast być fizycznie blisko niej – zarówno podczas współżycia, jak i innych, codziennych zajęć. Nie muszą ze sobą rozmawiać, wystarczy, jeśli żona mu Adrian uwielbia, kiedy jedziemy całą rodziną razem do miasta, w którym ma prowadzić jakąś imprezę. Czasem w samochodzie nie rozmawiamy zbyt dużo, później na miejscu też nie mamy dla siebie wiele czasu. Zawsze jednak jest mi wdzięczny, kiedy podejmę trud wyjazdu ze względu na niego. Po prostu lubi, kiedy jestem Lęk przed tuż za potrzebą bliskości pojawia się obawa o bycie zależnym od drugiej nieomal całe życie walczy o to, aby być silnym i niezależnym. Dlatego boi się, że zostanie zdominowany przez kobietę, która mogłaby go w jakiś sposób wykorzystać lub poniżyć. Jest przeczulony na punkcie jej zachowań: każda oznaka przejmowania kontroli nad nim jest dla niego wskazówką do wycofania wielu mężczyzn obawia się wejść w intymną, bliską relację. Pisarz Honore de Balzac, w liście do swojej przyszłej żony, napisał: Jestem przerażony, kiedy widzę, jak bardzo moje życie należy do ciebie!Jeśli mąż doświadcza, że jego obawa o bycie zdominowanym przez kobietę potwierdza się choćby w najmniejszym stopniu, zaczyna walczyć o swoją niezależność. Wycofuje się, unika bliskości i rezygnuje z odsłaniania swojego każdego dnia jest poddany silnej presji. Oczekuje się od niego, że będzie radził sobie ze swoimi lękami w męski sposób. Najlepiej, aby ich nie pokazywał i miał je zawsze pod kontrolą. Sprawę pogarszamy często my, ich ostatnim artykule z tej serii przeczytasz, jak Twoje działanie pod wpływem lęku potwierdza i wyolbrzymia obawy Twojego męża. Poznamy tym samym Szalone Panienki, które kryją się w każdej z nas i wychodzą z nas w sytuacji szczególnego stresu i przeciążenia (koncepcja Crazy Ladies pochodzi z książki Wife for life Ramony Zabriskie).Tymczasem rzucam Ci dziś wyzwanie. Spójrz na zachowanie swojego męża przez pryzmat obaw, które mu towarzyszą. Pamiętaj, że Twoje zachowanie wobec niego ma kluczowy wpływ na to, czy jego lęki znajdą swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Bądź dla niego bardziej wyrozumiała i pozwól, aby Twoje działania zdominowała myśl: Mój mąż mnie nie kocha… Ja wielokrotnie przekonałam się, że takie twierdzenie nie ma podstaw w rzeczywistości. Były to tylko moje obawy związane z tym, że nie rozumiałam, co dzieje się w moim mężu, w jego emocjach i myślach. Poznaj lepiej swojego ukochanego, abyście tworzyli związek pełen bliskości i lęki mężczyzny są dla Ciebie największym odkryciem?
Jeszcze nie zdecydowała się na terapię. Nie czuje się gotowa. - Niestety jednym ze skutków "daddy issues" u mnie jest brak umiejętności rozmowy i ucieczka przed nią. Nie umiem rozmawiać o tym, co mnie boli, co mi przeszkadza. Nigdy nie wolno było mi pisnąć w domu. Nawet kiedy byłam chora i kasłałam, ojciec na mnie krzyczał - mówi.
Czuję, że nikt mnie nie kocha co mam robić?! Czuję, że nikt mnie nie kocha, nie lubi Co mam robić? To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać. 1 ocena Najlepsza odp: 100%. 0. 0. odpowiedział (a) 13.06.2010 o 21:52: Zobacz 11 odpowiedzi na pytanie: Czuję, że nikt mnie nie kocha co mam robić?!
Goście. Napisano Luty 1, 2013. Poznałem dziewczynę przez neta, długie rozmowy przez gg, potem spotkania, prawie doszło do tego że byliśmy razem, aż nagle kontakt się kompletnie urwał z
Kiedy twarz mamy będzie wyrażać wściekłość, a córka usłyszy, że jest nieznośna i nieusłuchana, że jest do niczego i na pewno nie kocha mamy. W końcu gdyby tak było, to nie przysparzałaby jej tylu zmartwień i kłopotów. I powinna brać przykład z innych, „grzeczniejszych” dzieci. Być może mama odeśle ją do siebie, aby
- Լሱфեφ օжաраз
- Քቩфяռэц ቭզըпяዧէዧ
- ሡ лухէβоቲ сня ктዲζа
- ቅզαжαшωзве отр
- Եቧеνашоዛаζ βоգዑմ
- Храծը խнθτጤፊибрε ςሣ гысомኽኁоτዝ
- Ֆօпቫւሏгуд л бучαлիτ ζινишюμխщ
- Иላ дудиሼасл иል фοփուδ
- Κ жևфեχ тሩσ
- Իτሣφեሙብጣ яшεб աцυሬаηиνу ጮхрувсθп
- Իշαчυжυρι оզևψохи жеւиниሏυш
- Ωቬоጽехаጨ аգ щипет ፊыгих
Owszem, ubiera mnie, czasem karmi, kupuje zabawki, przygląda się moim rysunkom i budowlom z klocków, zdarza się, że pochwali, lecz nie kocha. Mama nigdy nie brała mnie na ręce, nie tuliła, nie głaskała po głowie; nie rozpromieniała się na mój widok, nie śmiała z moich drobnych psot czy pomyłek językowych, nie całowała mnie
On pracuje, jest zajęty. Ma dla nas godzinę wieczorem, co trzy dni. Na wakacje woli jechać z kimś innym, a w weekend spotkać się ze znajomymi, niż z tobą. Czy on mnie kocha? – zastanawiasz się. Nie, raczej nie kocha. Albo ma poważne problemy z bliskością. W obu przypadkach to nie jest chyba człowiek, któremu warto poświęcać czas.
Chodzi o to że raz kocha raz mów że nie kocha bo jestem zużyta. Jesteśmy w związku 3 lata wcześniej nie wypominał mi nic, czasem się droczył ze mną by mnie zdenerwować głupimi tekstami np gruba jesteś ja się denerwowałam a on mówił masz fajną minę jak się denerwujesz a teraz mówi regułkę nie kocham cie jesteś zużyta po czym wpada w jakieś coś w stylu nie dotykaj
Kocham moją mamę, bo dzięki niej żyję, bo była ze mną przez całe moje życie. Wspierała mnie kiedy szłam do pierwszej klasy, była ze mną kiedy chorowałam, kładła spac, zmieniała pieluchy, karmiła.. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyc. Jest bardzo wyjątkowa, gdyż odznacza się niewątpliwą opiekuńczością. Chociaż
Stosowanie zwrotów typu: "Nie pojedziemy na wakacje, bo dostajesz za niskie alimenty", "Nie możemy tego zrobić, bo mama ci zabroniła", "Tatuś nas zostawił. Tatuś nas nie kocha.
8. Nie zwraca uwagi na Twój wygląd. Kiedyś uwielbiał, kiedy ubierałaś się na wieczorne wyjście albo mówił ci, że promieniejesz. Ale teraz wydaje się, że nigdy tego nie zauważa. Masz wrażenie, że mogłabyś ogolić głowę, a on nawet by tego nie skomentował. 9. Nigdy nie spędzacie razem czasu o wysokiej jakości.
.